wtorek, 27 czerwca 2017

Graham na zakwasie pszennym. I takie tam o moich ,,chłopakach "


Taki prosty chleb na pszennym zakwasie do wszystkiego. Przepis z bloga Zasmakuj w Chlebowskich smaczkach, moje małe zmiany w nawiasach. Bardzo polecam, bo to pyszny, zdrowy chleb , nie sprawiający żadnych kłopotów.

Graham na zakwasie pszennym

550 g mąki pszennej graham typ 1850 (może być też pszenna razowa typ 2000)
garść bakalii- niekoniecznie (ja dałam dwie- siemię złote, czarny sezam, orzechy laskowe i włoskie )
150 g aktywnego zakwasu pszennego (u mnie razowy)
łyżka oliwy
400 ml letniej wody
łyżeczka soli
łyżeczka cukru trzcinowego

Instrukcja
Mąkę wsypujemy do miski. Jeśli decydujemy się na dodatek bakalii - wrzucamy je do miski. Dodajemy zakwas, sól i cukier.
Letnią, lecz nie gorącą wodę zaczynamy powoli wlewać do suchych składników i wyrabiać ciasto. Wlewamy też oliwę. Po 5 minutach ciasto przekładamy do naoliwionej lub podsypanej mąką misy, przykrywamy ją ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu na 3 godziny.( ja po 1,5h złożyłam ciasto)
Wyrośnięte ciasto przekładamy na podsypany mąką blat i krótko zagniatamy. Przekładamy do koszyka do wyrastania chleba lub durszlaka. Koszyk warto podsypać mąką lub wyłożyć ściereczką. Przykrywamy ciasto i zostawiamy w ciepłym miejscu na kolejne 2 godziny.( ja przełożyłam do formy)
Piekarnik rozgrzewamy z termoobiegiem do 250 stopni. Na dnie piekarnika stawiamy miseczkę ze stali nierdzewnej z kostkami lodu lub pryskamy ścianki wodą.
Koszyk z ciastem odwracamy dnem do góry i przerzucamy przyszły chleb na blachę wyłożoną pergaminem. Ciasto dodatkowo nacinamy ostrym nożem (ja nacięłam na krzyż). Wkładamy do piekarnika na 10 minut.
Następnie wyłączamy termoobieg, włączamy pieczenie góra-dół i ustawiamy temperaturę 200 stopni. Chleb pieczemy jeszcze 30 minut.
Upieczony studzimy na kuchennej kratce

 --------

Na pewien konkurs w tym była nagroda w postaci książki –,,Dzika fermentacja” napisałam o moich zakwasach. Tej fajnej (chyba) książki niestety nie wygrałam.

Moje ,,chłopaki”

Wpadłam w nałóg, nałóg fermentowania. W mojej malutkiej kuchni stoją słoiki z kryształkami japońskimi i sokiem z rabarbaru, kombuczą, kefir jaglany na grzybku tybetańskim. Obok ogromne słoje w których fermentują kapusty, marchewki , rzodkiewki, selery, w miseczkach robię fermentowane serki z pestek słonecznika czy migdałów. Na szczęście rodzina nie narzeka i to wszystko zjada i jeszcze chwali.

Mam na swoim koncie jeden niewypał fermentowany, a raczej totalnego śmierdziela, ukisiłam pokrzywę... W innej książce doczytałam, że fermentowana pokrzywa zwana gnojówką jest najlepszym nawozem dla roślin jadalnych.

Ale najważniejszy u mnie jest Zakwas, a właściwie dwa, żytni ponad 12-letni i pszenny, który wkrótce skończy 11 lat. To dzięki nim codziennie jemy tylko, domowe, bardzo różnorodne pieczywo. To dzięki nim nawiązałam trwałe przyjaźnie na całym świecie, kiedy wspólnie, choć dzieliły nas tysiące kilometrów piekliśmy w Weekendowej Piekarni. Rozdałam też kilkadziesiąt słoiczków z zakwasami, lekko podsuszone posłałam nawet do Szwajcarii i czy Niemiec. Mój znajomy, co jakiś czas dzwoni z prośbą o słoik z zakwasem pszennym czy żytnim. Spełniam jego prośbę, ale jako bonus dostaje siarczyste kazanie, o tym, że to twór żywy i trzeba go karmić, a nie głodzić.
Bo moje zakwasy żyją na prawach domownika, dbam o nich na co dzień, starannie karmię przynajmniej raz w tygodniu różnymi mąkami: zauważyłam, że raz typ mąki 720, a raz 2000 bardzo ożywia moich chłopaków. A kiedy mi chorują, albo tylko wydaje się mi, że mają gorsza formę, przystępuję do reanimacji. Czasami wystarczy dodać trochę wody od moczenia rodzynków ekologicznych, kiedy indziej karmię je codziennie i znacznie podnoszę temperaturę. Dzień i noc świecę żarówkę w piekarniku i dzięki temu chłopakom jest cieplutko i zdrowieją w ciągu 2-3 dni. Myślę ,że spokojnie mogłabym już otworzyć Klinikę Leczenia Zakwasów. Dawno temu gdzieś przeczytałam, że zakwas może się udać tylko w tym domu gdzie jest miłość. Wzięłam to sobie bardzo mocno do serca i pokochałam chłopaków bezgranicznie.
Bo jak nie kochać ich skoro robią mi takieeee chleby.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Kamilka dziękuje , był pyszny , pozdrawiam

      Usuń
  2. Pyszny chlebek!
    Cieszę się Alu, że znowu pieczesz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu dziekuję
    Ja piekę cały czas , od 12 lat nie kupiliśmy chyba ani jednej bułki , może z raz dwa na bułkę tartą :D tylko na blogu tego może nie było widać :)

    OdpowiedzUsuń